06
09.07
21:39
Off Festival 2007 czyli roześmiana morda przez dwa dni
Skończył się. 3 dni muzycznego święta w Mysłowicach pozostawiło jednak sporo wspomnień i nie mało zdjęć.
Wiadomo, że główną częścią tej relacji są fotki. Nie będę się wiec rozpisywał bo ani to nie jest przyjemne dla mnie jako piszącego ani dla was jako czytających.
Uwaga ogólna:
Przy każdym zespole starałem się dać jakieś namiary na Niego. Niestety w większości przypadków byłem zmuszony podawać ich profile myspace-owe którego to MySpace-a nie znoszę i nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie nie przenoszą się na inne podobne serwisy moim zdaniem zrobione lepiej jak np purevolume.com czy Virb no ale to temat na inny wpis. Faktem jest ze profil MySpace pozwala obecnie najszybciej ocenić co dana kapela gra bo właściwie każda kapela niezależna na takowy. Anyway….
Dzień pierwszy
Tym razem autobusem.
Po chwili spędzonej w punkcie dezinformacyjnym udaliśmy się z Tomkiem pod scenę leśną gdzie inaugurował festiwal zespół:
George Dorn Screams
Pierwszy z 4rech zespołów które grały na Offie z konkursu organizowanego przez onet.pl. Pomimo oczywistej wady jaka była godzina dwunasta wyjątkowo nie pasująca do muzyki granej przez GDS oraz ledwie 30 minut (po tyle miały pierwsze 4ry zespoły, co uważam za zbrodnie) zespół poradził sobie bardzo dobrze. Udany początek.
L.Stadt
Drugi zespół z konkursu Onetowego. Fajne piosenki jednak w tym momencie zacząłem się poważnie zastanawiać jakim cudem Muchy nie załapały sie do tej 4rki…
Old Time Radio
Wulkan emocji, Lawina funku, jazzu i pozytywnych wibracji. Totalny odjazd! Żartowałem. I całe szczęście, bo bardzo lubię twórczość OTR i byłoby głupio gdyby mnie zaskoczyli w taki sposób. Było spokojnie, delikatnie i bardzo przyjemnie.
Blue Raincoat
Jakoś nie specjalnie przypadli mi do gustu. Zdecydowanie tez trzeba by było pomyśleć o wymianie wokalu żeńskiego.
Pink Freud
Wulkan emocji, Lawina funku, jazzu i pozytywnych wibracji. Totalny odjazd! Nie żartowałem. Mam tylko nadzieje ze widać to na fotkach. Świetny ale za krótki koncert. Top 5 całego festiwalu.
Lao Che
Zagrali kawałki z ostatniej płyty poświęconej Powstaniu Warszawskiemu. Nie przepadam specjalnie za twórczością Lao Che ale doceniam ich zaangażowanie i to, że na każdą płytę mają jakiś pomysł i konsekwentnie go realizują.
Generał Stillwell
Reaktywacja po latach. Pierwszy zespół gitarowy w Mysłowicach powrócił na Offa by przekonać się jak zostanie przyjęty przez ludzi. Wypadło bardzo dobrze. Zespół Delons chyba będzie musiał na chwile zawiesić działalność.
Dezerter
Klasyk. Ostre granie i zaangażowane teksty. Podobało mi się. Dezertera znam tylko ze starych kaset. Mało co pamiętałem ale ta muzyka nadal daje porządnego kopa.
Starzy Singers
Punk z luźnymi tekstami. Na wesoło. Cześć składu Starych Singers gra w Mitch&Mitch.
Ścianka
Tego bałem sie najbardziej. Ścianka grająca gdy jeszcze jest jasno, na wielkiej scenie oddalonej od publiczności, godzinny koncert. To nie mogło sie udać. I niestety magii nie było. Nie z winy zespołu. To muzyka stworzona do grania nocą, najlepiej w klubie. Liczę, że niedługo Maciek Cieślak z kolegami zawita do takowego niedaleko mnie.
Dick4Dick
To musiało się udać. Ogólnie wszystkie występy na malej scenie mogę zaliczyć do bardziej udanych, Publika była bliżej, Artyści na wyciągnięcie ręki. Było czuć klimat. Dicki pojechały jak zwykle :) Jazda bez trzymanki z wykorzystaniem nowoczesnej techniki (kamerka internetowa) i stałego zestawu akcesoriów (płomienie, rozbieranie sie, polewanie wodą i mała orgia pod koniec). Tanie sztuczki ale działają :)
Low Frequency in Stereo
Low Frequency? Kto? Z Norwegii? Nie liczę na zbyt wiele… Ło kurwa ale zajebiste! No to w sumie najlepiej opisuje moje emocje przed i po koncercie. Spisali się świetnie, a potem na następny dzień na koncercie Electrelane najgłośniej się darli pod sceną :) Zwracam uwagę na ich“oryginalnego” Hammonda na ostatnim zdjęciu.
Piano Magic
Magic.. tak. Od początku wiedziałem, że Piano Magic i iLiKETRAiNS to będą najmocniejsze punkty cąlego festiwalu. Pomyślane jako odpowiednik White Birch z zeszłego roku. Ale zanim o iLiKETRAiNS to jest piątek i gra Piano Magic i koncert jest transmitowany przez 3jkę. Wokalista zresztą o tym doskonale wie bo mówi: “Fuck.. ups…. they told me not to swear coz it’s going to be on the radio…. Fuck them, I’m a fucking English. I have to swear!” Mimo typowo angielskiego humoru lidera zespołu piosenki grane przez Piano Magic są dalekie od dowcipu. Recenzenci wymyślili sobie na potrzeby kapeli określenie ghost rock. moze i nie takie dalekie od prawdy. Jest tam Post rock, jest Ambient, jest dużo poezji i ulotności. Koncert dnia.
Architecture in Helsinki
Szaleńcy z Australii. Trzeba mieć strasznie pokręcony umysł żeby umieć układać takie kompozycje. 8mka (choc wyszla 6stka czy 7mka chyba na scenę) muzyków żongluje tempem, stylistyką, i instrumentarium. Nie latwo wkrecic się w ten klimat ale jak już chwyci to trzyma. Zdjecia dupiate bo nas wygonili spod sceny po 15 minutach koncertu, a ponieważ się spóźniłem wiec wszystko co zrobiłem to jakiś syf z daleka.
PumaJaw
Przeszliśmy na scenę Machiny. Wcześniej ominął nas odbywający się tu koncert Muariolanzy i set Phillipe Petit-a. Przyszliśmy po koncercie Architecture i trafilismy na salę wypełnioną leżącymi ludzmi.
PumaJaw gra coś jakby Psycho Folk i jest to muzyka tyleż ciekawa i ladna do usypiająca. Większość koncertu przeleżeliśmy z Tomkiem razem z innymi (pomijając pewien okres czasu gdy ochroniarze zmusili ludzi do wstania żeby zmieściło się więcej osób na sali).
Port Royal
Chłopaki z Macami. Świetne wizualizacje w tle, Piekna muzyka ambientowa. przeleżałem cały koncert ale nie czułem sennosci. Wręcz przeciwnie, muzyka naenergetyzowała mnie niesamowicie, czułem rozluźnienie i ekscytację. Było przed 4rtą gdy skończyli.
Tomek odwózł mnie do domu za co dzieki i kebab przy najbliższej okazji :*
Dzień drugi
Początek o 12 wiec nie bardzo było kiedy odespać wczorajszą noc. Nie szkodzi, moze jakoś wytrzymam.
Searching For Calm
Sosnowiec. Jeszcze bardziej zastanawiam się czemu Muchy przegrały rywalizację w Onecie. No źle nie było…
Hatifnats
Ostatni z finalistów z Onetu. 6sty koncert zagrali w swojej karierze. troche to było czuć. Ale obronili się muzyką. Druga kapela dla której nie żałuję Much.
Komety
Komety świetne są i basta. Komety fajne piosenki mają i basta, Komety dobrze bawią publikę i basta. Bis nawet był na wpół nielegalny
19 Wiosen
Podobno pre-punk, podobno “ewidentny talent poetycki”, podobno “mistrzostwo obserwacji”. Widać się nie wsłuchiwałem wystarczająco mocno.
The Complainer
Elektorniczna zabawa, karnawał, hopsasa i baloniki. Właściwie odbieralo się to jako jeden wielki performance. Do każdego kawałka był wymyślony jakiś gratis. a to rozżucanie malutkich różowych koników z papieru, a to granie mlotkiem na koralikach, a to puszczanie samolocików, teksty na kartkach, rzucanie w publikę rożków lodowych z przekazem na papierku umieszczonym w środku. Fajnie było, pozytywnie bardzo :)
O.S.T.R
ZRÓBCIE HAŁAAAAAAAAAS. Niezaprzeczalnie mistrz freestylu. Świetny koncert, zabawa z publiką mimo tak wielkich odległości od sceny. Wystep mocno polityczny i dobrze :) KTO NIE ROBI HAŁASU TEN LUBI OJCA RYDZYKA!
Kobiety
Pif Paf. Na poczatku poleciały same hity jako, że był to fragment transmitowany w 3jce. Potem było troche mocniej niż wskazują na to płyty. Najbardziej żaluję, że wszystkie zdjecia gdy panie basistka i wokalistka się do mnie uśmiechały spieprzyłem….
Tymon & Transistors
Szatan przyjdzie do nas. W ustach Tymona to brzmi jak obietnica raju. Zagrali również kawałki z repertuaru Kur. Fajnie grali ale jak sam Tymon stwierdził schodząc ze sceny trochę głupio bo klimatu brakowało przez wczesną porę i krotki czas jaki im dali organizatorzy.
Cool Kids Of Death
Coraz bardziej zgadzam się ze zdaniem Ja2gera, że cały ten zgiełk to pozerka niezależności byle się sprzedać. Ale trzeba przyznać, że sprzedaje się to nadal dobrze. Przy większości kawałków tupię nóżką.
Bassisters Orchestra
Dream Team w akcji ale złota w sobotę nie było. Choc bawiłem sie świetnie to nie porwało mnie jak np. koncert Freudów. Tak czy inaczej nie zmieniłem zdania, że Bassisters Orchestra jest NUMER JEDEN.
Kapela ze Wsi Warszawa
Nie znałem właściwie nic z ich repertuaru. Ale czułem, że mogę spodziewać się czegoś niesamowitego. Nie pomylilem się. Mimo, że byli ciągle zagłuszani próbami dzwiekowymi z drugiej sceny jednak udało im się wytworzyć niesamowity klimat koncertu. Było bardzo transowo. Wprowadzenia przed kawałkami pozwalały je dużo lepiej zrozumieć. Całość mnie oczarowała.
Pogodno
Gdy tylko zaczęli grać juz nie mialem im za złe zagłuszania Kapeli ze Wsi Warszawa. Nie dało się. Budyń jest tak niesamowitym wodzirejem, że nie da sie go nie kochać. Najbardziej żywiołowy koncert festiwalu. Na koniec zagrali cudowną wersję 3 chłopców, a na bis cover Bratów z Rakemna
Radian
Zakaz fotografowania na życzenie zespołu… Ok, bede strzelał z publiki. Tłumów i tak nie było co biorąc pod uwage muzykę jaką gra Radian nie dziwi. Było super. Austriacy dostawali gromkie oklaski po każdym numerze. Publiczność która została potrafiła docenić to co słyszy.
Nosowska i Kamikadze
Absolutnie najgorszy koncert festiwalu biorąc pod uwagę oczekiwania jakie w nim pokładałem. Po nagraniu cudownej płyty przez Kasię liczyłem na równie cudną jej prezentację na żywo. Się przeliczyłem. Podobno to ich pierwszy koncert z tym materiałem. Może dlatego. Mialem wrażenie,że odgrywali po prostu kolejne kawałki byle jak najszybciej zejść ze sceny. W dodatku czasami wokal był niszczony przez pana akustyka. No nic… trudno
iLiKETRAiNS
No tak, Progress-Reform męczę juz od dawna w moim przenośnym odtwarzaczu więc wiedziałem, że moge liczyć na coś pięknego. Zespół został niesamowicie przyjęty. Zagrali cudowny, zjawiskowy absolutnie koncert. Wizualizacje bardzo sugestywne, pięknie obrazowały klimat i temat utworów. Długo nie mogłem się pozbierać po tym gdy skończyli. W sumie gdy teraz oglądam zdjęcia i przypominam sobie te momenty to dalej mam ściśnięte gardło.
Elektrelane
Jezus Maryja! Dziewczynki których gitary są większe od nich dały niezłego czadu na scenie. Świetne zakończenie festiwalu. Na bis poszedł cover Springsteena.
Potem znów przeszliśmy pod scenę Machiny. Grał Miętal Waluś Magazine. Nie lubię Miętala Walusia. Uznaliśmy z Tomkiem ze zakończymy dzień na Elektelane. Akurat miałem autobus powrotny po 1wszej. Jednak Potem dowiedziałem się, że Tomek jednak tam wrócił wiec skoro tak to pozwoliłem sobie go poprosić o opisanie swoich wrażeń:
Już siedziałem w autobusie, już jechałem do domu ale jednak wcześniejsze koncerty doładowały mi baterie tak bardzo że wysiadłem na następnym przystanku i wróciłem na scenę Machiny szybkim i wesołym krokiem. Okazało się że tłum jaki widzieliśmy przez okna i drzwi to najzwyczajniejsza ściema. Niecałe pół sali stało reszta to zmęczone i w większości śpiący już imprezowicze.
Akurat jeszcze grał „Mietall Waluś Magazine” czyli solowy projekt lidera negatywu. Muzycznie to połączenie żywych instrumentów gitary, trąbki, oraz dj’skiego puszczania płyt z elektroniką graną z kompa, no i do tego wokal Mietalla. Muzycznie prezentowało się całkiem ciekawie, przypominało chwilami dżezujące improwizacje ale mnie drażniły w tym teksty i wokal Mietala które ciągle nasuwały porównanie do negatywu w którym brzmią dużo lepiej imo. Ogólnie ludziom się podobało bo spora grupa osób dobrze się bawiła i słuchała z zaangażowaniem i jak się okazało sala prawie opustoszała po jego zakończeniu…
Potem nastąpiła „przerwa techniczna”(moim zdaniem można było ją pominąć i sprzet po Waldusiu sprzątać po zakończeniu imprezy a dj i tak miałby stanowisko ale to już kwestia organizacji) która była zgubna dla wielu pozostałych… w usypianiu resztek pomagała delikatna i spokojna muzyka z głośników która najpierw usadziła wszystkich a potem powalała nawet najwytrwalszych. W miedzy czasie rozdawali pozostałości z gadżetów offowych… smycze i coś tam.
Ale końcu nadeszła pora na Markusa Detmera reprezentującego wytwórnię Staubgold Rec.. Nie mogę powiedzieć żeby to był set dj’ski bo widać było i słychać również ze pan Markus raczej puszczał jedynie kolejne płyty ale robił to z klasą i wyczuciem, a muzyka jego wytwórni jest naprawdę bardzo dobrą oryginalną i odświeżającą porcją elektroniki/eksperymentu i psychodeli. Całości dopełniały całkiem ładne wizualizacje. Prezentacja obejmowała całkiem spory zakres stylów widać było że porwała kilka nóżek do tupania. Jednak pan Markus miał ciężkie zadanie bo jedynie dwie dziewczyny dziarsko biegały i skakały po sali a kilka osób tupało sobie nóżką. Dopiero po ok. 40 minutach udało mu się wybudzić znaczną ilość osób które wstały na raz i zaczęliśmy pląsać na parkiecie. Imprezka rozkręcała się coraz bardziej i bardziej żeby to zakończyć niestety punktualnie o 4 :/ za co organizatorom serdecznie dziękujemy.
Dzień trzeci
Miało być fajnie. Miał być koncert BoomPan z Izraela. Spóźniłem się na autobus, następny był o takiej porze ze przyjazd do Mysłowic nie miał już sensu. Jednak Tomek był jak zwykle na stanowisku. Halo, Halo Tomku oddaje ci głos:
W trzeci dzień pominąłem większość eventów zwanych industrial art… przyjechałem do MCK’u na godzinę 17 żeby wybadać teren przed koncertem Boom Pam. Akurat załapałem się na próby tej kapeli :) co przyprawiło mnie o szczerzenie zębów i rozbujany krok. W galerii na dole z kolei do wystawy fotografii i grafiki przygrywał koleżka bardzo fajnymi eksperymentalno/elektronicznymi kawałkami tworzonymi na żywca z komputera. Rozruszało mnie to na tyle że pochodziłem trochę po mieście szukając „instalacji” oraz przejawów „street art’u” niestety poza muralem, jedną wyklejką (całkiem fajną trzeba przyznać) i kilkoma porozstawianymi stendami z grafiką nie znalazłem nic… ale taka godzina… wróciłem więc do MCK’u żeby spokojnie doczekać przyjazdu Grzegorza i koncertu. Kupiłem bilet, znalazłem świetne miejsce w środku 4 tego rzędu jako że koncert odbywał się w sali kinowej i czekałem z niecierpliwością na występ Boom Pam’a. Sala zapełniła się dość szybko i jedynie gdzie niegdzie pozostały wolne miejsca. Niestety Grzegorz nie dał rady dojechać :/. Troszkę po 20:30 na scenę wkroczyli 4rej kolesie :). Od razu bez przedstawiania się ruszyli z kopyta, nie wiem czy po pierwszych taktach ktoś nie tupał nóżką czy nie bujał się na siedzeniu… czułem przy takim tempie foteliki nie wytrzymają. Po pierwszym kawałku Uri powiedział „stand…” i pierwsze rzędy momentalnie stały, zanim dokończył „…up and come closer” wszyscy byli w wąziutkim przejściu pod sceną Sali kinowej :)… i znów zagrali coś do czego nie dało się nie tańczyć/ skakać czy chodzby tupać nóżką… przy okazji przedstawiali się po kolei nawzajem grając krótkie solówki na swoich instrumentach. I tak Uzi i Uri na gitarach elektrycznych, Yuval “Tubi“na tubie i Dudu na perkusji. Po tym kawałku Uri wyciągnął z za głośnika litr wódki i masę kubków a Uzi butelkę wina z za futerału i zaczęli częstować publiczność… radość tej była przeogromna :), jak i z kolejnych skocznych i wpadających w ucho utworów. To Była prześwietna uczta muzyczna przy której wszyscy tańczyli i skakali. W szybkim tempie z chłodnego wieczoru w małych Mysłowicach zrobił się gorący klimat Izraela. Każdy był zlany potem :). W pewnym momencie Uri i Uzi zeszli ze sceny i grali wśród publiczności. Po prostu rewelacja. Tak energicznej i porywającej muzyki mimo wszystko nie było przez te dwa wcześniejsze dni off’a. Bisowali 2 razy a publiczności i tak było mało, czemu wcale się nie dziwię :). Po koncercie można było pogadać z członkami kapeli, kupić ich płyty koszulki i inne gadżety. Po tym wszystkim z jeszcze większym szczerzeniem szczęki i skocznym krokiem wruciłem do domu… z nadzieją że następny off też będzie miał taką energię i radość z zabawy jak po tym koncercie.
Podsumowując mam czego żałować :/ Well.. Whateva
To co? fajnie było?
No fajnie było, fajnie. Organizacyjnie trochę wpadek (szczególnie rozwalenie gniazda szerszeni w pierwszym dniu i akcja chemiczna z tym związana, czy rozkopana ziemia pod scena leśną) ale to nie przesłania świetnej atmosfery panującej na festiwalu. Bardzo dobry dobór kapel, mili ludzie, brak awantur, poczucie bezpieczeństwa podczas trwania całej imprezy i przede wszystkim WIELKI BANAN NA GĘBIE PRZEZ CAŁE DWA DNI.
Do zobaczenia za rok!


5 Responses to "Off Festival 2007 czyli roześmiana morda przez dwa dni"
Aug 23, 11:05 PM
dziękuję za zdjęcia w imieniu swoim i tych wszystkich, którzy blog odwiedzają. Bardzo trafne recenzje. Pozdrawiam (:
Aug 24, 01:50 AM
w imieniu wszystkich organizatorów wielkie dzięki za fotki //paweł maliszczak
Sep 28, 09:06 AM
No, no profesjonalny fotoreporter się z kolegi zrobił :) Gratuluję i szczerze (choć z nutą zazdrości) gratuluję emocji koncertowych!
Sep 30, 04:01 PM
Nie ma wiecej takich “lużnych” fotek?
Oct 12, 12:25 AM
resztę zrobionych uznałem za nie kwalifikującą się do publikacji. Jak mnie kiedyś najdzie nuda to może coś sie pojawi w ramach fotobloga.
A co? jest zainteresowanie większe na to? :)